KOMUNISTYCZNY LIBERTARIANIZM

Statua_Eiffel

Komunizm właściwie już w punkcie wyjścia był ideą zakładającą swoją własną negację. Zgodnie z Marksowską maksymą wszystko, co „zakrzepłe”, musi zniknąć, a to, co „święte” ulec „profanacji”. Wydaje się zatem, że tak sformułowane prawo powinno dotyczyć także komunizmu, jeśli nie chcemy, by zakrzepł on w sobie, lecz przeciwnie – zachował lub odzyskał pożądaną dynamikę rozwojową.

Profanacja zakrzepłego komunizmu?

Intuicję tę można znaleźć u młodego Marksa. W „Rękopisach ekonomiczno-filozoficznych” (1844), w których przejściowość wiąże się zarówno z socjalizmem jak komunizmem. Obie idee muszą pojawić się na pewnych etapach dziejowych, żadna z nich natomiast nie powinna być ostatnim słowem ludzkości. „Komunizm jest konieczną formą i czynną zasadą najbliższej przyszłości, ale komunizm nie jest jako taki celem rozwoju ludzkiego — formą społeczeństwa ludzkiego.”
Co powinno nią być?
Inspirujący trop podsuwa Mark Fisher (1968-2017), przedwcześnie zmarły wybitny teoretyk nowej lewicy. Jego ostatni, zaledwie naszkicowany projekt nosi znaczący kryptonim: „Acid Communism”. Książka miała reaktywować kontrkulturę i rewolucyjny potencjał psychodelii – stąd „kwas” w tytule. Ale znaczenie „kwasu” może być szersze, sugerujące konieczność podjęcia pracy nad nową ideologią lewicową, w której rozpuści się konwencjonalne pojmowanie komunizmu.
Fisher sugerował, że taka ideologia mogłaby stać się komunizmem libertariańskim; niestety, nie zdążył go zdefiniować. Gdybyśmy jednak uznali, że libertarianizm jest teorią i praktyką maksymalnie radykalizowanej wolności jednostkowej – to w konstruowaniu jej pojęcia może pomóc sam Marks.
„Zarys krytyki ekonomii politycznej” zawiera szereg wskazówek afirmujących indywidualizację („swobodny i pełny rozwój jednostki”), ocenie negatywnej podlegają natomiast represyjne i częściowe formy (np. antyczne, burżuazyjne). Komunizm powinien być formą radykalnie wolnościową, stymulującą całokształt rozwoju jednostkowych „skłonności twórczych”: wykształcających się swobodnie, a nie dyscyplinowanych „jakimiś z góry ustawionymi strychulcami”. Prawdziwe „bogactwo” ma być „stwarzaną w uniwersalnej wymianie” (idei, dóbr) „uniwersalnością potrzeb, indywiduów, ich zdolności” oraz „rozkoszy”.
Ostatnie z tych pojęć wiąże klasyczny marksizm już bezpośrednio z klasycznym libertarianizmem. Pierwotnie bowiem ten drugi nie był prawicowym leseferyzmem, lecz powstawał w latach 50. XIX w., równolegle do komunizmu marksowskiego, jako anarchokomunistyczna alternatywa. Wyjściowe znaczenie nadał jej Joseph Déjacque (1821-1864), który jako pierwszy w historii posłużył się słowem „libertarianin” w liście do Proudhona z 1857 roku. Libertarianizm jest tam przeciwieństwem krwiożerczego socjaldarwinizmu — to ideologia egalitarna, projektująca powszechne wyzwolenie, dzięki któremu każdy będzie mógł „produkować i konsumować do woli, wedle nieskrępowanej fantazji”, a pragnienia wszystkich wolnych jednostek zostaną zharmonizowane dzięki temu, że nikt nie będzie dążył do kontroli nad innymi, ani nie będzie kontrolowany (przez żaden odgórny i oddolny „strychulec” – jak mógłby powiedzieć Marks).

Komunizm przechodzący w libertarianizm

W tym kontekście projektowanie przejścia idei komunistycznej w libertariańską, rozpuszczenia pierwszej w „kwasie” drugiej, przestaje jawić się jako herezja lub ekstrawagancja – może zyskiwać status logicznej oczywistości. Fakt, że została ona zapomniana przez naszą współczesność, wynika stąd, iż pozwoliliśmy skrajnej prawicy na kradzież libertarianizmu. Lewica musi go jak najszybciej odzyskać, ponieważ jej misja powinna być nade wszystko wolnościowa.