O uchodźcach i użytecznym idiocie

Uchodźccy

Naprawdę warto zastanawiać się nad dramatyczną sytuacją uchodźców i ich dramatem na granicy z Białorusią. Warto, ale nie da się krótko i prosto. Ale spróbujmy.

Na początek należy przejrzeć działania polskich władz, Straży Granicznej i Urzędu ds. Uchodźców po 1989 roku a przede wszystkim po 2015. Czy w działaniu państwa dało się zauważyć myślenie i świadomość tego, że następuje zmniejszanie się ilości obywateli Polski, a z drugiej strony rośnie ilości uchodźców i emigrantów, którzy będą przybywać do nas szukając spokojnego i dostatniejszego życia. Po 2015 roku obecna władza przede wszystkim sądziła, że jak da ludziom do ręki dodatkowe pieniądze (sławetne 500+), to będzie nie tylko rosło jej wsparcie, ale i nastąpi więcej urodzeń. Działanie to, w odniesieniu do najbiedniejszych, na pewno okazało się potrzebne, ale stanowczo dla wzrostu dzietności niewystarczające. Tu bardziej potrzebne było by podniesienie jakości usług publicznych takich jak opieka żłobków i przedszkoli, ochrona zdrowia, edukacja szkolna. Może by dało to zaradniejszym i bogatszym więcej argumentów za płaceniem podatków, a biedniejszym więcej szans na lepsze życie dla ich dzieci?
Opieka państwa i społeczeństwa nad najmłodszymi jest bardzo potrzebna, ale jak widać na przykładzie innych bogatszych krajów europejskich, niewystarczająca by sprzyjać przyrostowi naturalnemu. Wymagająca wydatków, dobrej organizacji i konsensusu politycznego polityka prenatalna jest tym rodzajem przedsięwzięcia, które jakoś nam, w Polsce, nie wychodzi. Utrzymanie liczebności mieszkańców Polski dotychczasowymi metodami nie działa.

Nie damy rady bez imigrantów!

Zastanówmy się jak ich przyjmować? Takie rozwiązania to na przykład amerykańskie sposoby przyjmowania imigrantów na podstawie wniosków składanych w ambasadach i konsulatach i wybieranych wedle wymagających kryteriów czy też loterie wizowe. Oni mają na to sprawdzone i realizowane procedury, których przestrzegają. Ale też mają wywołane przez siebie problemy z imigrantami z Ameryki Południowej i Środkowej. To przez popieranie przez USA autokratów i dzięki nim wyzyskiwanie bogactw i siły roboczej państw latynoskich następuje presja migracyjna na USA z południa Ameryk.
Nasi politycy i niektórzy publicyści zamartwiali się jaką to krzywdę robią sobie Niemcy gdy w 2015 roku pani kanclerz Merkel przyjęła 1,5 miliona imigrantów. Ale Niemcy znowu dali radę. Sprawdzonymi przez lata metodami postępowania, umiejętnie wykorzystali dla niemieckiej gospodarki większość tych ludzi. Nawet AfD nie zyskała aż tak na swojej propagandzie przeciw uchodźcom. Jak miała ta partia nacjonalistyczna w 2015 około 10% w wyborach tak i teraz tyle ma. Więc udało się. Nie bez problemów oczywiście, ale jednak.

No ale my nie chcemy emigrantów w ogóle, więc po co się było na ich przyjęcie przygotowywać!

Kościół proponował korytarze humanitarne chyba nie do końca poważnie, bo dziś już nie proponuje, zapomniał. Samorządy deklarowały i deklarują przyjęcie, ale to wołanie na puszczy. Nie stworzyliśmy w naszym Kraju konsekwentnie realizowanego prawa, jasnych i sprawdzonych kryteriów dających szanse na przybycie do Polski na podstawie decyzji polskich ambasad i konsulatów, w zorganizowany i przemyślany sposób. Nie zbudowaliśmy wystarczającego zaplecza logistycznego i kompetentnego zasobu personalnego, do przyjmowania uchodźców. Traktujemy ich jak więźniów, bez względu na wiek i kompetencje. To wszystko według zasady: nie przyjmować bo inna kultura, inna religia, robactwo i terroryści a nawet ostatnio jeszcze zboczeńcy i zoofile.

Prawa międzynarodowego nie szanujemy a przed służbami europejskimi zamykamy drzwi.

Niech nie patrzą nam na ręce. A jak już tu, mimo wszystko, imigranci są to tak ich traktujemy, aby zrozumieli, że ich tu nie chcemy i żeby sobie poszli dalej, najlepiej do Niemiec. Niektórzy publicyści sugerują, iż my w stosunku do Niemców zachowujemy się jak Łukaszenko w stosunku do nas. Ponad 5 tys. uchodźców, którzy dotarli do Niemiec od sierpnia tego roku, na to wskazuje.
Kiedyś podczas robienia reportażu byłem przed blokiem, chyba na Woli, gdzie przetrzymywano Czeczeńców. Widząc tych ludzi i ich dzieci, ich twarze, nie miałem wątpliwości, że zgodnie z planem naszych władz, zrobią wszystko aby uciekać dalej na zachód. A teraz słyszymy, że uchodźcy nie chcą u nas zostać i chcą do Niemiec. Ci ludzie przecież nie są głupi, oni tylko są zdeterminowani.
Władze nie tak dawno ogłosiły, że będziemy pomagać jako państwo na miejscu w krajach skąd przybywają imigranci. Tak można i trzeba również działać, ale przecież wiemy co z tego wynikło dzięki pełnomocnikowi rządu ds uchodźców – Beacie Kępie.
Dużo więcej czynią NGO-sy i fundacje, choćby ta Janiny Ochojskiej, budujące między innymi studnie, szpitale i szkoły w biednych, zniszczonych wojną i suszą krajach. Ale „pozarządowych” z kolei współczesne polskie państwo nie lubi, bo pokazują wyraźnie kto tu pomaga, a kto tylko deklaruje.
O kooperację międzynarodową, chociażby na forum Unii Europejskiej, polski rząd także nie zabiega.

Z Ukraińców zrobiliśmy sobie listek figowy.

„Tylu przyjmujemy i dajemy im pracę…”. A naprawdę bez ich obecności nasza gospodarka miała by wielkie kłopoty. Często nasz biznes funkcjonuje tylko w oparciu o bardzo niskie wynagrodzenie zatrudnionych, a nie dzięki nowoczesności, innowacyjności i jakości wytworów. Ukraińcy spadli nam jak manna z nieba wobec odpływu rodzimej „siły roboczej” dalej, na zachód. Często firmy traktują „swoich Ukraińców” jak kapitał, o który warto zadbać, ale czy w większości? Niektóre kryminalne incydenty temu przeczą.
Kiedyś pytałem starego polskiego Tatara dlaczego dobrze się czuli w Rzeczpospolitej? Ano dlatego, że król w XVII wieku osiedlił ich na granicy, dając im ziemię, pozwolił się żenić z prawosławnymi i katoliczkami. Dzieci miały wyznawać religię ojca. A w końcu dostawali tytuły szlacheckie. Za dzielność i posłuszeństwo byli szanowani. Ich islam wrósł w Rzeczpospolitą i nie wadził nikomu.
Więc szacunek dla innych połączony z wymaganiem respektowania przez nich prawa miejscowego jest gwarantem dobrego współżycia z przybyszami. Jak będą traktować nas ludzie pozbawiani praw, brutalnie przepychani w tę i z powrotem, oglądający śmierć swoich bliskich, dzieci? Ja chyba na ich miejscu stałbym się islamskim terrorystą. Krzywdzimy tych ludzi i sami współtworzymy świat jakiego się boimy. Nie wiem czy jakieś islamistyczne komanda nie chcą się już za to na nas zemścić.

Co straciliśmy nie realizując europejskiej umowy dyslokacji uchodźców z Włoch i Grecji?

Mogliśmy 5 lat temu przyjąć 7 tysięcy uchodźców z obozów w Grecji i z południowych Włoch, osiedlając w każdej gminie po dwie rodziny i traktując ich jak potrzebujących pomocy ludzi, nauczyć się jak należy ich przyjmować nie dopuszczając do konfliktów, dając im dach nad głową, kilkumiesięczną pomoc finansową, naukę języka i pomoc w znalezieniu pracy. Oczywiście musieliby oni przejść sprawdzenie przez służby, zadeklarować że chcą się uczyć języka i jaką prace chcieli by podjąć. Te oczekiwania skonfrontować i zsynchronizować z oczekiwaniami gmin. Należałoby poinformować ich, że nie stosowanie się do naszego prawa i do wstępnych umów z gminami będzie skutkowało deportacją. I w ogóle po roku sprawdzić wykonywanie wzajemnych zobowiązań aby w pełni świadomie podjąć decyzje o prawie pobytu. Czegoś jako Polacy przez te lata nauczylibyśmy się po takim dobrze zrealizowanym przedsięwzięciu. Zobaczylibyśmy jakimi ludźmi są ci imigranci i uchodźcy, a nasze dzieci i wnuki zetknęły by się często pierwszy raz w życiu z innymi dziećmi i być może dzięki mądrym nauczycielom zrozumiały, że ci inni są bardzo podobni do nas. Nauczylibyśmy się wspólnego, dobrego działania i nie drogiego dla naszego państwa, bo deklaracje finansowania i pomocy zgłaszały Unia Europejska, gminy i parafie. „Jak sobie pościelisz tak się wyśpisz”.
Nie zyskaliśmy wdzięczności Włochów i Greków pomagając im w trudnej chwili. Także przez innych Europejczyków zostaliśmy uznani za nie gotowych na wspólne działania, które z naszej strony wymagają jakiegoś wysiłku. Pokazaliśmy niestety, że solidarność jest dla nas ważna, kiedy my jej potrzebujemy, ale nie wtedy, gdy my jej mamy sprostać pomagając innym. I szczerze powiedziawszy czy teraz Włosi, Grecy i inni Europejczycy zechcieli by nam pomóc w trudnej chwili a jeśli nawet to czy tak chętnie.
A już na pewno zdziwieni są obecnym potraktowaniem Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej (Frontex), jako nie zasługującej na uczestnictwo w patrolowaniu i pomaganiu merytorycznie w ochronie granicy z Białorusią. Każdy pomyśli, że muszą Polacy łamać tam prawo międzynarodowe i krzywdzić ludzi i nie chcą aby inni to widzieli. Tym bardziej, że nasze zachowanie utwierdza ekstremistów islamskich i spokojnych muzułmanów w Europie, że są bardzo źle, nieludzko traktowani przez Europejczyków i Polaków, co dla wszystkich nas jest groźne.

Czy moglibyśmy jako państwo zrobić aby ograniczyć ilość uchodźców, przylatujących na Białoruś?

Moglibyśmy rozmawiać z rządem Iraku, aby znacznie ograniczył wyloty od siebie czarterowych samolotów na Białoruś. Potrzebna by do tego była kompetentna i ustosunkowana ambasada w Bagdadzie (nie wiem czy taka jest) czy działanie wywiadu, który miał tam dobrą siatkę (nie wiem jak jest po działaniach Macierewicza). W Iraku można by było wykorzystać w tej sprawie poparcie Amerykanów, Brytyjczyków, Francuzów, Niemców, ale chyba na własne życzenie przestaliśmy mieć u nich autorytet dobrego sojusznika. Mieliśmy też kontakty z Kurdami, którzy dziś w Iraku coś mogą, ale czy je dalej mamy po traktowaniu kurdyjskich uchodźców i politycznych romansach z Erdoganem?
Moglibyśmy też negocjować z właścicielami linii czarterowych aby zrezygnowali z przewożenia uchodźców i imigrantów, nawet za jakimś „odszkodowaniem”. W końcu dziś gotowi jesteśmy wydawać miliardy na żałosne płoty i zasieki. Jednocześnie moglibyśmy białoruskich przewoźników nie wpuszczać do Europy i Wielkiej Brytanii. Choć do tego potrzebowalibyśmy Europejczyków, a oni coraz bardziej przestają się z nami liczyć. Na pewno też powinniśmy rozmawiać z Izraelem. Oni dużo mogą na bliskim wschodzie. Ale chyba popsuliśmy sobie i z nimi stosunki, więc będzie trudno.
No, popsuliśmy na własne życzenie stosunki z różnymi państwami więc trudno oczekiwać z ich strony ochoczej pomocy. Tak więc doświadczenie dowodzi, że jeśli czegoś dobrze nie zrobimy, we właściwym czasie, prowadzi to do kataklizmu.

Czy jesteśmy w stanie „obronić” swoje terytorium?

Nasze wojsko poza nielicznym jednostkami sił specjalnych i lotnictwa – słabe. Według doktryny obecnie rządzących w Polsce, przede wszystkim „terytorialsi” mają się rozwijać i bronić granic. Przed kilku dniami w rodzinnym Ostrowcu Świętokrzyskim dowiedziałem się, że moja Szkoła Podstawowa nr.6 im Tadeusza Kościuszki została zamieniona na koszary tychże. Mamy za dużo szkół, a za mało wojska? Podejrzewam, że ich rozwój ilościowy i budżetowy następuje bardziej po to żeby spełniali rolę policji w walce z demonstracjami opozycji i z protestami ludzi niezadowolonych z działań obecnych władz. No i żeby ładnie maszerowali w miastach powiatowych. Warto zrobić reportaż o nastrojach nacjonalistycznych, czy wręcz rasistowskich w ich szeregach. Taki reportaż telewizyjny z ukrytej kamery przed laty zmienił wiele w brytyjskiej policji. Czy myślicie, że „terytorialsi” byli by w stanie zatrzymać „zielone ludziki”? Bo wzmacniane i rozwijane siły specjalne już tak. No ale nie kupiliśmy helikopterów od Francuzów to czym ich szybko przerzucić w potrzebne miejsca? A poza tym wśród żołnierzy sił specjalnych jest za wielu odważnych i mogli by nie wykonać bezprawnych rozkazów. Zatem musimy mieć otwarte obywatelskie oczy. Po obu stronach granicy jest wszak wielu „bohaterów”, którzy mogą nam przygotować coś na wzór prowokacji gliwickiej z 1939 roku. Władze już poinformowały o prowokacji białoruskiej – dostrzeżono po Polskiej stronie trzech ludzi (żołnierzy?) z długą bronią. Czy zawsze takie wydarzenia się nagłaśnia? Czy służy to po prostu wywoływaniu wojennego zagrożenia?
Moim zdaniem, to pokazuje, że sfanatyzowani politycy do perfekcji doprowadzili umiejętność niekojarzenia skutków z przyczynami, a także umiejętność spieprzenia wszystkiego czego się tkną. Wyspecjalizowani są jedynie w korzystaniu z ludzkiego strachu i kupowaniu elektoratu i swoich lokai.
Świat niestety ciągle staje się coraz bardziej skomplikowany i działanie w nim wymaga coraz większej wiedzy, sprawności organizatorskiej i umiejętności mobilizowania ludzi do dobrego, prawego działania, do kompromisu, a nie wykorzystywania biedy, słabości i kompleksów, głupoty i zagubienia w świecie współczesnych społeczeństw.

Więc co robić aby wyjść z kryzysu migracyjnego z twarzą?

Moim zdaniem, należy wpuszczać tych ludzi, lokować w ośrodkach dla uchodźców, leczyć i sprawdzać, ewidentnie podejrzanych odsyłać do krajów skąd przybyli z wyjątkiem Afgańczyków i Kurdów. Jeśli braknie obecnie przygotowanych, wynająć tanie ośrodki wypoczynkowe, które i tak będą nieczynne zimą. I robić to o czym napisałem powyżej, a nawet spróbować wymyślać jakieś inne sposoby by osłabiać falę migracyjną jeszcze przed wylotem na Białoruś czy Ukrainę. To trudne, ale nie niemożliwe. Tylko trzeba chcieć i umieć, a do tego się napracować. A może, mimo obrzydzenia, również trzeba poprosić o wsparcie między innymi ex premiera Belkę, ex ministra Sikorskiego czy Janinę Ochojską, że o Unii Europejskiej i jej instytucjach nie wspomnę.

Wiem, że jestem użytecznym idiotą i według niektórych brak mi patriotyzmu.

To dla mnie przykre. Ale kiedyś w roku 1993 kiedy z Krzysztofem Krzyżanowskim tworzyliśmy koncepcje telewizyjnych programów o mniejszościach narodowych uważaliśmy, że demokracja to rządy większości dbającej o interesy mniejszości. Ale też jednocześnie przypuszczaliśmy, że w miarę demokratyzowania się i rozwoju Polski, będą chcieli do nas przyjeżdżać ludzie uciekający od biedy, wojny i dyktatur z południa i wschodu. Nawet zakładaliśmy, że przybędzie ich do początku XXI wieku około miliona. Więc zdobycie wiedzy o „naszych” mniejszościach i kontakt z nimi może nas przygotować na współżycie z tymi, co przybędą za parę lat. Będzie to dobre dla nas i dla nich. Ale nic nie idzie tylko w dobrą stronę. Obok takich widzów programów „U Siebie”, którzy zaczęli fascynować się kulturą i historią mniejszości i zaczęli rozumieć, że one są cząstką naszej polskiej kultury, pojawili się i tacy, którzy uważali nas za zdrajców polskości, godnych pobicia. Do dziś się zastanawiam, których było więcej.
Aby uczyć się od innych tego jak się robi programy poświęcone mniejszościom i grupom etnicznym i jak problemy pomiędzy mniejszościami a większością, rozwiązują inni, zorganizowaliśmy międzynarodowy festiwal „U Siebie – At Home” w Przemyślu i Krakowie. W ciągu pięciu edycji tego festiwalu pokazaliśmy około 500 takich programów, reportaży i filmów dokumentalnych z całego świata i dyskutowaliśmy na corocznych konferencjach naukowych zatytułowanych „Mniejszości a media”. Po około 350 wydaniach programu „U Siebie” powstał w 2002 inny format – „Etniczne Klimaty”, których reporterem-narratorem był polski dziennikarz z gujańskimi korzeniami Brian Scott. Coraz częściej, w 110 programach, reportażach z tego cyklu zaczął się pojawiać temat uchodźców i imigrantów.
W 2015 roku napisałem konspekt programu poświęcony imigrantom „Inni to też my”, ale telewizja publiczna nie zdecydowała się nawet na odcinek pilotażowy, a było to tuż przed zmianą władzy w Polsce. Czy ja i moi współpracownicy sześć lat temu wiedzieliśmy coś, czego nie wiedzieli polscy politycy i ich doradcy? Niemożliwe!?